czwartek, 16 lipca 2015

Chapter 4



„Nowe znajomości”


Gdy drzwi Grilla się otworzyły, Elena mechanicznie spojrzała w tamtym kierunku, spodziewając się powitać kolejną znajomą twarz. Jakie było jej zdziwienie, gdy zamiast tego ujrzała wystrojoną Jennę, a przy jej boku niebieskowłosą dziewczynę całą w czerni. I gdy pierwsze było zrozumiałe: jej ciotka umówiła się na randkę z Alarickiem, to znajomej Jenny nigdy w życiu nie widziała. Wydało jej się to dziwne, tym bardziej, że znała co najmniej z widzenia prawie wszystkich w rodzinnym Mystic Falls. Czując ukłucie niepokoju, szybko odwróciła się w stronę swojego ukochanego, Stefana i klepnęła go w ramię, zwracając jego uwagę.
            — Hmm? — mruknął z uśmiechem, ale widząc jej minę, zaraz spoważniał. — Eleno?
            Zamiast odpowiedzieć, dyskretnie wskazała w stronę nieznajomej towarzyski Jenny. Stefan natychmiast spojrzał w tamtym kierunku, po czym pochylił się do niej, nie chcąc by ich rozmowę usłyszało więcej osób niż było to konieczne.
            — Masz na myśli tę dziewczynę, która przyszła z Jenną?
            — Tak — potwierdziła, nadal nie potrafią pozbyć się drażniącego uczucia strachu. — Znasz ją?           
            Chłopak zastanowił się przez chwilę, by w końcu powiedzieć:
            — Nie sądzę. Nie widziałem jej nigdy wcześniej.
            — Myślisz, że może być… — Elena nie dokończyła, wiedząc, że Stefan bez wątpienia zrozumie, co miała na myśli.
            Zmarszczył brwi, a jego zielone oczy pociemniały i spochmurniały w trosce. Nienawidząc siebie, że nie może od razu rozwiać jej obaw, pokręcił głową.
            — Nie wiem. Matt może sprawdzić, czy nie ma pierścienia, ale poza tym… Może Jenna będzie coś wiedziała — powiedział szybko, widząc, że jedna z kobiet zmierza w ich stronę, pędząc na spotkanie Alaricowi. Pożegnała się przedtem szybko z niebieskowłosą, zdając się nie zawracać sobie nią za bardzo głowy. Wydało mu to się nieco dziwne, zwłaszcza, że kiedy wchodziły, wydawały się ze sobą całkiem zżyte. To w połączeniu z tym, że widzieli ją po raz pierwszy w życiu wydało mu się bardzo podejrzane, nawet gdy wziąć pod uwagę towarzyskość Jenny i jej zdolność do szybkiego dogadywania się i zjednywania sobie ludzi.
Mężczyzna uśmiechnął się na jej widok i, chwyciwszy ją w ramiona z tak wielkim  entuzjazmem, jakby nie widzieli się co najmniej miesiące,  a nie jedynie przez parę godzin, pocałował w zarumieniony uroczo policzek. Przez chwilę stali objęci, przyglądając się grze, ale minęło zaledwie kilka minut, gdy leniwym krokiem skierowali się ku wyjściu. Zanim opuścili pub Alaric zdążył jedynie mrugnąć do Damona i rzec szybko:
— Dokończymy to kiedy indziej!
Damon jedynie  sugestywnie poruszył brwiami i machnął dłonią, pokazując, że nic się nie stało. Nie zwrócił uwagi na zaniepokojenie brata, zajęty ustawianiem na nowo bil.
— Trzymam za słowo —  odkrzyknął, a skończywszy przygotowywać stół do kolejnej partii, odwrócił się do pozostałych. — To co? Kto następny? Przegrany stawia drinka! — Wydawał się pewny swojej wygranej i raczej nie miał powodu, by sądzić inaczej. Otaczające go nastolatki nie miały z nim szans, doszedł do wniosku, obserwując jak poszturchują się, by w końcu dosłownie wypchnąć jednego z nich na środek.
— Ja.
Słysząc głos, w którym nie było ani grama pewności siebie, Damonowi z trudem udało się powstrzymać zrezygnowane westchnienie. Zadowolił się jedynie dość ostentacyjnym spojrzeniem do góry, jakby miał zamiar prosić Boga o cierpliwość. Jakkolwiek nie mógł zaprzeczyć, że przydałaby mu się, zwłaszcza zaś w przypadku niektórych żółtodziobów, których o dziwo znosił. Aż sam się sobie dziwił.
— Niech będzie — powiedział automatycznie, zerkając w kierunku baru. Przydałaby mu się butelka wina. Albo dwie. No, ewentualnie trzy, zdecydował, po czym przeniósł wzrok na swojego brata i Elenę. Widząc ich, szeptających ze sobą, zmrużył oczy z irytacją. Jednakże wystarczyło, by zauważył niepokój wyraźnie malujący się na ich twarzach, który nieumiejętnie próbowali zamaskować, by jego irytacja się ulotniła, ustępując miejsca zdenerwowaniu. Ostatnio mieli wiele powodów do tego, zwłaszcza od kiedy Katherine pojawiła się w mieście. Ponieważ byli w środku tłumu, nie mógł wprost zapytać, o co chodziło, a odciągnięcie ich na stronę również niezbyt wchodziło w rachubę, ograniczył się jedynie do uważnego obserwowania pubu w nadziei, że szybko wyjaśni się, co spowodowało tę zmianę w ich zachowaniu.
Na szczęście na wyjaśnienie nie musiał długo czekać, bo po chwili, gdy ich stronę skierował się Matt, prowadząc za sobą jakąś dziewczynę, na której widok Stefan i Elena zesztywnieli. Przekrzywił głowę na bok, zastanawiając się, co w tej mierzącej na oko troszkę ponad pięć stóp osóbce mogło ich niepokoić. Czyżby sądzili, że mogła im zagrażać? Aż prychnął na samą myśl. Rzut oka wystarczył, by stwierdzić, że nie nosiła biżuterii z lapis lazuli, a jej wzrok nie był ani trochę mętny, co pozwoliło mu wykluczyć, że była pod rozkazami Katherine. Doszedłszy do tego wniosku, wzruszył ramionami, litując się nad Stefanem i jego nadopiekuńczością, po czym wrócił do gry, tym razem bardziej się na niej skupiając. Tymczasem Matt i jego towarzyszka zdążyli podjeść do nich.
— Siema, ludziska! — odezwał się Matt, wymieniając ze Stefanem porozumiewawcze spojrzenia.
Damon zgrzytnął zębami, słysząc tak prostackie słowa. Jeśli można było znaleźć osobę, która drażniła go bardziej od brata, z pewnością był nią właśnie Matt z tą jego typową urodą amerykańskiego chłopca. No właśnie, chłopca. Za każdym razem, gdy witał się z kimś, używał dziwnych wyrażeń, które doprowadzały go do ostateczności. Damon mógł nie przejmować się manierami, ale niektóre zachowania Matta były po prostu ohydne.
Tymczasem Matt kontynuował:
— To Schuyler…
— Sky — wpadła mu w słowo dziewczyna, uśmiechając się do nich szeroko, chociaż w jej oczach odbił się szok.
Podczas gdy ona patrzyła na nich z niedowierzaniem, jej towarzysz przedstawił jej kolejno Elenę, Stefana, Damona, Bonnie, Ann, Maxa, Collie, Jamesa, Roberta oraz Leo. Schuyler przywitała się z każdym z nich, usiłując wryć sobie w pamięć ich imiona oraz przypisać je do poszczególnych twarzy. Żadnego problemu nie miała z braćmi Salvatore, Stefanem oraz Damonem, którzy czym jak czym, ale urodą na pewno mogli się poszczycić. W zasadzie byli chyba najbardziej przystojnymi facetami, jakich zdarzyło jej się widzieć. Również zapamiętanie, że stojąca przy Stefanie brunetka jest siostrzenicą Jenny nie sprawiło jej większych trudności, zwłaszcza gdy ta, podając jej rękę na powitanie, zlustrowała ją podejrzliwie. Najwidoczniej to, co zobaczyła, niezbyt przypadło jej do gustu, bo ostentacyjnie odwróciła głowę, odsuwając się od Schuyler jak najdalej. Na jej twarzy malowała się mieszanka strachu i nieufności.
Widząc to dziwne jak na nią zachowanie, reszta towarzystwa spojrzała na Elenę ze zdziwieniem, bez słów pytając, co jej się stało.
— A więc… Co cię tutaj sprowadza, Sky? — zapytał nagle Damon, opierając się łokciem o bok stołu i zerkając na Schuyler z ciekawością. Napięcie, które zapanowało pomiędzy dziewczynami nie uszło jego uwagi, chociaż postanowił nie zwracać na nie uwagi, skupiając ją całkowicie na niebieskowłosej. 
— Wakacje.
— We wrześniu? Trochę dziwna pora — wtrącił Stefan, podobnie jak Elena, łypiąc na nią z nieufnością. Zastanawiając się, o co, do cholery, im chodziło, Schuyler wyjaśniła, że była to jak najbardziej odpowiednia pora, ponieważ przez większość czasu na jej uczelni trwało coś w rodzaju ferii.
— No nic, w takim razie witamy w Mystic — podsumował jej wywód Matt, po czym zapytał cicho: — Zostawię cię z nimi, okay? Zaraz zaczną przychodzić ludzie i nie mogę zostawić Rossa samego.
Wzruszyła ramionami.
— Jasne, nie ma sprawy. Nic mi nie będzie, w końcu mnie nie zjedzą.
— Nie byłbym tego taki pewny. Od kiedy sprowadzili się tutaj Damon i Stefan, nie przybyło zbyt wiele nowych twarzy. Właściwie to jesteś pierwszą od jakiegoś czasu, także…
Pozostawiając zdanie niedokończone, uśmiechnął się do niej i odszedł do baru, gdzie przy ladzie faktycznie zaczęli już siadać ludzie. Gdy tylko go ujrzeli, jeden przez drugiego zaczęli wykrzykiwać zamówienia.
— Zazwyczaj jest tu spokojniej — rzekła stojąca obok niej dziewczyna o ciemnych, prostych włosach, widząc gdzie spojrzała. — To pierwszy dzień w szkole, więc większość przyszła się odstresować, zwłaszcza, że niedługo czeka nas parę imprez. Karnawał, Dzień Założycieli… Sporo tego. W sumie trafiłaś na najlepszy okres, bo teraz będzie się najwięcej działo. Poza tym to jedyny pub w mieście, więc… — mrugnęła. — Jak ktoś chce się rozerwać, może iść tutaj lub kombinować na własną rękę.
— Chciałabym kiedyś zobaczyć to wasze kombinowanie — roześmiała się Schuyler, przypominając sobie imprezy, które w weekendy urządzali jej znajomi. Wystarczy rzec, że alkohol lał się strumieniami, a niejednego trzeba było potem wyciągać spod stołu.
— Będziesz miała okazję w piątek wieczorem. Tyler Lockwood organizuje coś w lesie za miastem w charakterze „pożegnania wakacji”. — Zrobiła palcami znak cudzysłowie w powietrzu. — Przyjdą prawie wszyscy z naszej szkoły, więc możesz być pewna, że nie się nie zanudzisz. Chociaż nie jestem pewna, czy to twoje klimaty — dodała, rzucając szybkie spojrzenie na łańcuszek u szlufki spodni Schuyler i koszulkę z wizerunkiem zespołu.
— O to się nie martw. Nie mam zamiaru przegapić okazji do dobrej zabawy, kiedy ta pcha mi się przed nos.
Dziewczyna uśmiechnęła się w odpowiedzi, a Schuyler przypomniała sobie, że miała ona na imię Bonnie. Podobnie jak z Jenny, z niej też promieniowała jakaś dziwna energia, która sprawiała, że nie dało jej się nie lubić. Podobnie było z resztą osób, które stały obok nich.


Jakiś czas później Schuyler podeszła do Matta, przypominając sobie o czym, co miała załatwić. Usadowiwszy się na stołku, oparła łokcie na ladzie i spojrzała na chłopaka oceniająco. Z tego, co zauważyła, znał wszystkich ludzi, którzy do tej pory przewinęli się przez pub, więc wydawał się najodpowiedniejszą osobą, by jej pomóc.
— Nie znasz kogoś, komu brakuje taniej siły roboczej? — zapytała pół żartem, pół serio.
Spojrzał na nią ze zdziwieniem, odpowiadając dopiero po chwili:
            — A co, szukasz pracy?
            — No wiesz, nie sądzę, żeby udało mi się przeżyć dwa miesiące na samym powietrzu…
— Dobra, dobra, załapałem. Cóż, wygląda na to, że to twój szczęśliwy dzień, bo właśnie mieliśmy dać ogłoszenie. Jakiś tydzień temu Lilyanne wyjechała na studia i zostaliśmy bez kelnerki. Musiałabyś potem jeszcze porozmawiać z szefem, ale to jedynie formalność. — stwierdził chłopak, przerzucając ściereczkę przez ramię. — Ale… Jak długo zostajesz w mieście?
            Schuyler zastanowiła się. Z tego, co mówiła Alice, ona i jej rodzina wracali przed Halloween. Natomiast na jej bilecie powrotnym widniało, że lot odbędzie się dopiero trzy tygodnie później. Będzie musiała znaleźć sobie coś na ten czas, ale…      
            — Przed chwilą mówiłam. Około dwa miesiące — przypomniała. — To chyba nie problem?
            — Nie, nie. — Pokręcił głową. — Tym lepiej, bo do tego czasu na pewno uda nam się znaleźć zastępstwo. No dobra, chodź. — Gestem wskazał jej, by podążyła za nim na zaplecze. Schuyler domyśliła się, że prowadził ją do szefa, którego gabinet musiał się tam znajdować.


            — Chyba powinniśmy ją przeprosić — powiedziała niespodziewanie Elena. — Głupio mi, że zachowywaliśmy się w stosunku do niej w taki sposób.
            Podobnie jak Damonowi, im też nie zajęło wiele przekonanie się, że Schuyler bynajmniej nie miała złych zamiarów. Była po prostu dziewczyną, która przyjechała do Mystic Falls, by spędzić miło czas i odpocząć. A przynajmniej na to wyglądało… Mimo wszystko zamierzała jeszcze przeprowadzić mały, nieszkodliwy test. Brak pierścienia oraz widocznego lapis lazuli nie były dla niej wystarczającymi dowodami, że nie miała nic wspólnego z wampirami. Nie minęła chwili, a już w jej głowie ułożył się plan.
            — Dobry pomysł — zadecydował Damon, pojawiając się znikąd za jej plecami. — Rozumiem,  że Katherine ci zagraża i też się o ciebie martwię, ale, kurwa, bez przesady. Nie każdy, kto pojawi się nowy w mieście, musi od razu nie być człowiekiem!
            — Doprawdy? W razie gdybyś dotąd nie zauważył, jak dotąd przyjeżdżają tutaj tylko nie-ludzie — prychnęła. — Ty, Stefan, wujek Tylera… Katherine. Odrobina ostrożności nie zaszkodzi.
            Już otwierał usta, by rzucić miażdżącą replikę, ale Stefan go uprzedził.
            — Mnie zastanawia tylko, dlaczego Damon tak nagle zaczął bronić człowieka — wtrącił, przyglądając się bratu z namysłem.
            — Och, sądzę, że możesz się domyślić… — Jego mina nie pozostawiała miejsca na wątpliwości co do kierunki, w którym biegły myśli mężczyzny.
            Elena skrzywiła się, zdając sobie sprawę, o czym mówił. Spojrzała na niego z naganą, starając się nie zwracać uwagi na jego błękitne oczy i uśmiech hulaki, które od początku ją urzekły.
            — Jesteś okropny, wiesz?
            — Doskonale, słonko. — Krzywy uśmiech nie schodził z jego ust. — Chociaż osobiście preferuję określenie: niesamowity. Ewentualnie niepoprawny, jeśli już musisz. Ot, cały ja.
            — Nie możesz tego zrobić! Nie rozumiesz, że mamy już wystarczająco problemów? Naprawdę nie musimy na dodatek użerać się ze skutkami twoich wybryków.
            Posłał jej buziaka.
            — Ty za to jesteś urocza, kiedy się złościsz. Widzisz? Bycie miłym wcale nie jest aż takie trudne, skoro nawet taki… Jak to ty ostatnio mnie nazwałaś? — Dotknął podbródka w sarkastycznej parodii zamyślonej pozy, którą czasem przyjmowała. — Ach tak, dupek!… A więc skoro nawet taki dupek jak ja to potrafi.
            Tak jak się spodziewał, reakcja pojawiła się natychmiast.
            — Damon! — warknął ostrzegawczo Stefan unisono z Eleną. — Zamknij się wreszcie!
            Damon uśmiechnął się szeroko, zadowolony z siebie. Doskonale wiedział, że denerwowało go, gdy się tak zachowywał w stosunku do jego dziewczyny i był to jeden z głównych powodów, dlaczego to robił. Oczywiście miało to także bardzo dużo wspólnego z tym, że Elena po prostu mu się podobała i chciał jej dla siebie. Nie żeby nie uznawał pognębienia brata za coś niewartego uwagi – to stanowiło miły dodatek. Jednak nawet zakochany w niej, Damon nie był mężczyzną, który stroniłby od towarzystwa pięknych kobiet. A jego wprawne oko od razu wyłapało, że urodzie Schuyler nie można było nic zarzucić, jakkolwiek zazwyczaj nie spotykał się z podobnymi do niej kobietami. Pobawić się, a gdy się znudzi, wyssać do sucha było jego mottem i jak dotąd zawsze się sprawdzało. Jeśli dobrze pójdzie, mógł mieć z tego jakieś korzyści; dobrze pamiętał zazdrość Eleny, gdy na początku spotykał się z jej przyjaciółką, Caroline.
            Jakby w zgodzie z kierunkiem jego myśli, Elena wspomniała o blondynce. Przez pierwszą chwilę Damon jedynie przysłuchiwał się dyskusji, lecz w końcu jedno zdanie zwróciło jego uwagę.
            — Słucham? — Zamrugał ze zdziwieniem. — Powiedziałaś, że w szpitalu? O czym ja, do cholery, nie wiem?
            To wywołało prawdziwą burzę.
            — Chyba żartujesz! — Brwi Eleny uniosły się tak wysoko, że prawie dotarły do linii włosów. — Byłeś przy jej wypadku, napoiłeś ją własną krwią i nie wiesz, o co chodzi? Poza tym nie pamiętasz, co zrobiła twoja ukochana Katherine?
            Przez chwilę zastanawiał się, aż dotarło do niego, o czym mówiła. Kiedy to się stało, skrzywił się i dał sobie mentalnego kopa za popełnienie takiej gafy. Aż dziw, że udało mu się o tym zapomnieć, zwłaszcza, że Elena od kilku dni nie mówiła o niczym innym, wypominając mu, że miał pilnować blondynki. Pominąwszy już zdegenerowanie go do roli niańki, na dłuższą metę towarzystwo Caroline okazało się bardzo męczące. O wiele bardziej wolał, kiedy usta miała zajęte czymś innym niż narzekaniem… Na samą myśl na jego usta wpełzł uśmieszek, który okazał się wielkim błędem.
            — I ty się z tego cieszysz? Naprawdę jesteś bez serca.
Niewypowiedziane oskarżenie zawisło w powietrzu, chociaż wiedział, że nigdy nie powiedziałaby mu tego wprost. Mimo to jej ciemne oczy wyraźnie mówiły to-twoja-wina. To w połączeniu z ostatnią uwagą Eleny obudziło w nim gniew.
— Spodziewałaś się czegoś innego? Ostatni raz ci mówię, że nie jestem moim bratem, świętym Stefankiem. — Z pogardą wskazał na brata, po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł z pubu, potrącając przy okazji jakiegoś nastolatka, który miał nieszczęście stanąć akurat wtedy na jego drodze.
Widząc to Elena zamknęła na chwilę oczy i wypuściła głośno powietrze z płuc. Westchnęła i przylgnęła do Stefana. Jego mocne ramiona spowodowały, że napięcie stopniowo ją opuszczało, a jego miejsce zajmowała miłość do obejmującego ją chłopaka. Naprawdę nie wiedziała, co by bez niego zrobiła.
— Czy on nigdy się nie zmieni? — wyszeptała, wtulając policzek w materiał jego koszuli.         
Nagle poczuła jak jego uścisk się zacieśnia. Już miała zaprotestować, ale zdążył go   rozluźnić. Pogładził ją po włosach i pokręcił głową ze smutkiem.
— Nie sądzę.
— Najgorsze jest, że to, by on pilnował Caroline, było moim pomysłem. — Zacisnęła mocniej szczęki, powstrzymując łzy na wspomnienie tego, co Katherine zrobiła jej przyjaciółce. Kiedy ostatnio ją odwiedzali, dziewczyna była kompletnie rozbita, chociaż trzeba było jej przyznać, że trzymała się nieźle. A przynajmniej takie sprawiała wrażenie, kiedy z entuzjazmem wypytywała, co w szkole. — Gdybym wtedy nie wyszła, to by się nie zdarzyło…
Stefan odsunął się od niej i chwycił jej twarz w dłonie. Przez chwilę unikała jego wzroku, lecz po chwili spojrzała mu prosto w oczy. Wtedy odezwał się poważnym tonem:
— Zrozum, że to nie twoja wina! Tylko przypadek sprawił, że Katherine akurat wtedy znalazła się w pobliżu. Równie dobrze mogła zrobić to kiedy indziej. — Nie była to jednak prawda. W przypadku wampirzycy, sobowtóra Eleny, nic nie wiązało się z przypadkiem. Katherine od zawsze planowała każdy szczegół i gdy czegoś chciała, zawsze to dostawała. A tym razem pragnęła skrzywdzić Elenę — Przykro mi to mówić, ale to i tak by się stało, więc przestać się obwiniać. Nic nie mogłaś na to poradzić.
— Łatwo ci mówić… — mruknęła.
Zmrużył oczy, a na jego twarzy dało się dostrzec oznaki gniewu, które zniknęły równie szybko jak się pojawiły. Wiedział, co czuła i rozumiał jej reakcje. Miał świadomość tego, że była wściekła z powodu swojej bezsilności, tym bardziej, że podzielał jej uczucia. Również on uważał Caroline za swoją przyjaciółkę i cierpiał z powodu jej nieszczęścia. Najwięcej bólu sprawiało mu patrzenie, jak usiłuje się przystosować, zwalczyć nękający ją bez przerwy głód. Nagle jak żywa stanęła mu przed oczami scena sprzed dni, gdy musiał pocieszać ją po tym, jak rzuciła się na pielęgniarkę, która przyszła, by ją zbadać. Gdyby tylko mógł wymazać jej wspomnienia… Niestety, była wampirem, co skutecznie mu to uniemożliwiało.
— Tak uważasz? — zapytał.
Elena musiała pomyśleć o tej samej scenie, ponieważ jej oczy nagle rozszerzyły się w zrozumieniu. Od razu zaczęła go przepraszać, lecz on szybko uciął te przeprosiny, całując ją. Kiedy w końcu oderwał się od jej warg, rzekł:
— Daj spokój. Będzie dobrze, powstrzymamy Katherine, a Care się dostosuje. Jest silniejsza niż myślisz. A Damonem i jego humorkami się nie przejmuj. W końcu nie od dziś wiadomo, że zachowuje gorzej niż kobieta w ciąży, ale gdy przychodzi co do czego, nie mam wątpliwości, że będzie cię chronił nawet za cenę własnego życia.


Niestety łatwiej było postanowić sobie przeprosić Schuyler niż to zrobić, bo gdy na parę minut przed zamknięciem Grilla Elena stanęła przed nią, nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć. Fakt, że Jenna do tej pory się nie pojawiła, ułatwił jej sprawę – mogła zaproponować, żeby dziewczyna zabrała się wraz z nią, a potem od razu podać werbenę, ale… Czuła się źle z tym, że wcześniej potraktowała Sky tak chłodno; zwłaszcza, że ta nic jej nie zrobiła. Co prawda mogło się to wiązać z tym, iż jak na razie Stefan ani na chwilę nie opuścił jej boku, jednak… Elena potrząsnęła głową, chcąc odgonić nieprzyjemne myśli, które sprawiły, że aż zadrżała. Młodszy z Salvatorów nie był przyjaźnie usposobiony do jej pomysłu, ale w końcu udało jej się go przekonać, że może na chwilę zostawić ją samą. Wymógłszy na niej obietnicę, że zadzwoni do niego, gdy tylko wróci do domu, wyszedł, by omówić z Bonnie sposoby ochrony przed Katherine.
Przybrawszy nieco niepewną minę, odchrząknęła, by zwrócić uwagę Schuyler. 
Słysząc ten niespodziewany dźwięk ta przerwała wycieranie stolików. Odwróciła głowę i zamarła, widząc Elenę. Nie miała pojęcia, czego dziewczyna mogła od niej chcieć, zwłaszcza że wydawała się za nią nie przepadać.            
— Słucham? — Jej ton bynajmniej nie należał do przyjaznych; przypominał raczej niezbyt miłe warknięcie, które ledwie  oscylowało na granicy uprzejmości. Niektórzy mogli nie mieć nic przeciwko nadstawianiu drugie policzka, lecz Schuyler nigdy do nich nie należała. Kiedy ktoś zwracał się do niej z wrogością, odpowiadała tym samym, co często prowadziło do nieuniknionych kłótni.
Elena spuściła wzrok, wlepiając go w czubki swoich wytartych trampków. Nie zdziwiło jej, że dziewczyna nie zamierzała jej niczego ułatwiać.
— Emm… — oczyściła gardło. — Chciałam cię tylko przeprosić za to, że byłam taka… Wredna. — Nic nie mogła poradzić na to, że jej przemowa zabrzmiała, jakby jakieś dziecko usprawiedliwiało się przed rodzicem, kajając za wzięcie ostatniego ciasteczka. Z tą myślą  nagle spojrzała Schuyler prosto w oczy. — Chyba nie zaczęłyśmy najlepiej, nie? — uśmiechnęła się nieśmiało, po czym pod wpływem impulsu podała jej rękę. — Jestem Elena.
— Schuyler. — W jej głosie wyraźnie pobrzmiewało zaskoczenie, chociaż na usta wkradł się delikatny uśmiech. — Ale, błagam, mów do mnie Sky.
Przez chwilę rozmawiały, aż podszedł do nich Matt i, pobrzękując kluczami, oznajmił, że mogą już iść. Bez protestów wyszły na zewnątrz.
— Wygląda na to, że Jenna o tobie zapomniała — mruknęła Elena, rzucając w stronę Schuyler badawcze spojrzenie.
Odpowiedział jej cichy śmiech dziewczyny. Zdziwiło ją, że nie było w nim ani śladu po zranieniu czy też przykrości, że znajoma ją zostawiła. Sama na jej miejscu raczej nie zachowywałaby się równie spokojnie, bez śladów napięcia wdychając nocne powietrze.
— Nie dziwię się. Z takim facetem…
Elena skrzywiła się.
— Stop! — Zakryła uszy rękoma. — Ani słowa więcej! Wystarczy, że widuję tę dwójkę codziennie rano całych w skowronkach. To okropne, że wiem o życiu prywatnym mojego historyka o stokroć więcej niżbym chciała. — Wzdrygnęła się z obrzydzeniem.
— Nie wygląda na nauczyciela. Bardziej przypomina płatnego zabójcę — zażartowała w odpowiedzi Schuyler, chociaż w ostatnim stwierdzeniu kryła się prawda. Alarica otaczała aura niebezpieczeństwa podobna nieco do tej, którą wyczuła wokół Stefana i Damona. Była jakaś nieludzka. — Ale nie dziwię się Jennie. Co jak co, ale ma gust.
Odpowiedziało jej nieco ostre spojrzenie.
Ramiona Eleny napięły się pod materiałem niebieskiej koszulki, którą miała na sobie. Czy Schuyler mogła wiedzieć…? Jej nieufność wzrosła. Jako wampir lub marionetka Katherine, dziewczyna musiała mieć pojęcie o takich rzeczach… Chociaż równie dobrze mogła to być luźno rzucona uwaga. Z trudem powstrzymała cisnące jej się na usta westchnienie. Nagle zapragnęła znaleźć się gdzieś daleko od tego wszystkiego, gdzieś, gdzie nie byłaby ścigana przez swoją nieśmiertelną pra-pra-pra… ileś tam pra-babkę, która chciała ją skrzywdzić.
            Po chwili namysłu zdecydowała zignorować uwagę Schuyler. Wolała nie ryzykować, że niechcący wymsknie jej się coś, co mogłoby zdradzić jej zamiary i podejrzenia.
  Wsiadasz? — zaproponowała, podchodząc do zaparkowanego przy krawężniku samochodu i starając się nie myśleć o tym, jak nierozsądne było z jej strony stworzenie tak dobrej okazji do ataku. Głupio byłoby zginąć z jej ręki tylko dlatego, że chciałam ją sprawdzić, przebiegło jej przez myśl.
Jej wahanie musiało stać się widoczne, ponieważ Schuyler powoli pokręciła głową.
— Nie, ale dzięki za propozycję. Wolę się przejść. Jeszcze niezbyt znam miasto, ale mam nadzieję, że się nie zgubię.
Po tej odprawie Elena nie miała innego wyboru, jak samotnie wsiąść do auta. Już odpalała silnik, gdy wtem jej spojrzenie padło na kubek termiczny, który zostawiła na podłodze. Niewiele myśląc, otworzyła okno i wyglądnęła przez nie.
— Hej! Zaczekaj — krzyknęła do oddalającej się chodnikiem Schuyler. Gdy dziewczyna odwróciła głowę, podjechała do niej. — Pomyślałam, że może będziesz chciała się napić… Cały wieczór pracowałaś. — Wzruszyła ramionami, po czym wyciągnęła w jej stronę kubek, z całych sił modląc się, by dziewczyna chwyciła przynętę. — To po prostu herbata — zachęciła.         
Kiedy Schuyler wzięła łyk, wytrzeszczyła szeroko oczy, oczekując na krzyki bólu oraz jej wściekłość. Jej noga zadrżała nad pedałem gazu, podczas gdy wszystkie mięśnie w ciele Eleny aż drżały z napięcia…

12 komentarzy:

  1. ..., ale nic się nie stało xp
    A może jednak? xD
    Rozdział świetny, choć wyłapałam literówki i w którymś miejscu zabrakło słowa 'się'.
    Nie ma to jak Damon - zboczony i bezpośredni. Za to go kocham. Ale szczerze mówiąc wolałabym, żeby trzymał się z dala od Sky.
    Nieufność Eleny jest zbyt duża, a i Stefan trochę przesadza. Wiadomo, że czują się zagrożeni, ale nawet to ma swoje granice...
    Jak dobrze, że Sky tak szybko znalazła sobie pracę :-) I to jeszcze w Grillu. Ile ja bym dała, aby być na jej miejscu ;-D
    To kiedy do akcji wejdą Pierwotni?
    Dobra, czekam na następny rozdział i zaprasza do siebie :-D
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwotni wkroczą na scenę w najbliższym czasie. Sądzę, że do pojawienia się pierwszego z Mikaelsonów musisz przetrwać jeszcze z dwa rozdziały, może trzy. ;)

      Usuń
  2. Świetny rozdział. Znalazłam twoje opowiadanie dzisiaj i przeczytałam je całe. Czekam na nexta. Życzę weny i udanych wakacji w ciągu których napiszesz sobie zapas rozdziałów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa. ;) Również mam nadzieję, iż w najbliższym czasie powstanie spora ilość rozdziałów, mimo że mam lekki "kryzys twórczy". Ale mogę tylko obiecać, że opisane wydarzenia będą posiadały w sobie więcej dramatyzmu!
      Tobie także życzę miłych wakacji.

      Usuń
  3. Witam wlasnie trafilam na Twojego bloga i zaraz zabieram sie za czytanie, tymczasem zapraszam do siebie na www.mikaelson-family.blogspot.com teraz wakacyjna przerwa ale 18 rozdzialow plus prolog jest ;d
    Pozdrawiam,
    Female Robbery

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam wlasnie trafilam na Twojego bloga i zaraz zabieram sie za czytanie, tymczasem zapraszam do siebie na www.mikaelson-family.blogspot.com teraz wakacyjna przerwa ale 18 rozdzialow plus prolog jest ;d
    Pozdrawiam,
    Female Robbery

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzień dobry. Bardzo podoba mi się tematyka Twojego bloga. Chciałabym cię zaprosić do udziału w LBA. Po szczegóły zapraszam do mnie : http://zironiadoswiata.blogspot.com/
    Miłej zabawy!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten blog strasznie mi się podoba ponieważ nie wszyscy od początku sobie ufają i z dziubków nie jedzą :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cześć, zapraszam na mojego bloga. ;)

    http://jako-w-piekle-tak-i-na-ziemi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. http://mytvdmaria.blog.pl/
    Zapraszam serdecznie na mojego bloga
    Oczywiście o tvd !

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajny tekst, bardzo miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mi się podoba Twoja opowieść.

    OdpowiedzUsuń